5 I - św. Karola Houbena, pasjonisty

5 I - WSPOMNIENIE ŚW. KAROLA HOUBENA
Houben3

Święty Karol od św. Andrzeja - poza zakonem znany jako John Andrew (Jan Andrzej) Houben - urodził się w Munstergeleen (Holandia) 11 grudnia 1821 roku, a zmarł 5 stycznia 1893 na Mount Argus pod Dublinem w Irlandii. Jego wspomnienie liturgiczne obchodzone jest w dzienną pamiątkę śmierci (dies natalis).

John Andrew urodził się jako czwarte z jedenaściorga dzieci, które przyszły na świat w rodzinie Petera Josepha i Elizabeth Jane Houban. Była to skromnie żyjąca, ale religijna rodzina modląca się codziennie rano i wieczorem, ucząca dzieci odmawiania różańca. Ojciec Karola był z zawodu młynarzem i starsi członkowie rodziny pracowali w młynie należącym do wuja. Dzieciństwo Jana Andrzeja nie wyróżniało się niczym wyjątkowym. Był nieśmiały, spokojny, pobożny, przyjazny. Do Pierwszej Komunii Św. oraz sakramentu bIerzmowania przystąpił w wieku 13 lat. Był niezbyt utalentowanym uczniem nadrabiającym niedostatki wielką ofiarnością i żarliwością w nauce. Chciał być księdzem i nawiedzał Kościół każdego dnia, służąc do Mszy św. W wieku 19 lat został wysłany do wojska i służył w armii przez pięć lat. To podczas służby wojskowej po raz pierwszy usłyszał o pasjonistach.

Houben10

Ostatecznie podjąwszy decyzję, by poświęcić swe życie Bogu, wstąpił do nowicjatu ojców pasjonistów w Ere (Belgia) w roku 1845 i złożył tam śluby zakonne 10 grudnia 1846 roku. Habit otrzymał z rąk bł. Dominika Barberi i przybrał imię Karol. Święcenia prezbiteratu odbyły się 21 grudnia 1850 roku. W 1851 roku, wraz z innymi zakonnikami, wyjechał do Anglii, gdzie utworzone zostały trzy nowe placówki zgromadzenia.

W roku 1852 został skierowany do nowego klasztoru pasjonistów w Anglii, gdzie nieco wcześniej zmarł bł. Dominik Barberi - człowiek, który wiele się natrudził, aby bracia odłączeni powrócili na łono Kościoła katolickiego. Za przykładem bł. Dominika, apostoła ekumenizmu, także ojciec Karol pracował gorliwie dla dobra dusz i dla jedności Kościoła, najpierw w Wielkiej Brytanii, a później przez 36 lat w Irlandii. Bo w 1857 roku został przeniesiony na Mount Argus pod Dublinem i zwany był odtąd "Father Charles of Mount Argus". Dublin liczył wtedy prawie ćwierć miliona mieszkańców, w tym wielu brytyjskich żołnierzy jako armia okupacyjna. To nie było święte miasto - funkcjonowało w nim wiele domów publicznych i knajp sprzedających alkohol. Przestępczość kwitła, a normy moralne nie były przestrzegane. Wiedza religijna wśród mieszkańców była na bardzo niskim poziomie.

Houben0

Karol Houben był ceniony jako "wytrawny kierownik sumień" i "mąż modlitwy" oraz "lekarz dusz". Wszystkie te określenia dobrze oddają jego pełną poświęcenia posługę, przede wszystkim w konfesjonale, w niesieniu pociechy i pojednania, choć nigdy nie udało mu się dobrze opanować języka swej nowej ojczyzny. Słynął także z posługi uzdrawiania za pośrednictwem niezmordowanie udzielanych błogosławieństw, po które przybywały do klasztoru tysiące ludzi w nadziei, że zostaną uzdrowieni fizycznie lub duchowo. Za jego przyczyną dokonywało się tyle cudów, że nawet lekarze skarżyli sie do władz kościelnych, że przez Houbena ludzie przestają ze swymi chorobami przychodzić do nich, by się leczyć, tylko najpierw idą do św. Karola. A nieuczciwe osoby - bez wiedzy przyszłego świętego - sprzedawały w całej Irlandii pobłogosławioną przez niego wodę święconą, znajdując wielu chętnych nabywców.

W 1881 roku Karol Houben uległ wypadkowi - podróżując dorożką złamał stopę i mocno poranił nogę. Sława jego świątobliwości tak dalece się rozprzestrzeniała, że nawet gdy leżał przykuty chorobą do łóżka, codziennie otrzymywał stosy korespondencji z prośbami o modlitwę w zgłaszanych intencjach.

Houben1

Zmarł schorowany na skutek infekcji, jaka wdała się w zranioną w wypadku nogę. Odszedł w opinii świętości w wigilię uroczystości Objawienia Pańskiego. Ciało św. Karola przez pięć dni było wystawione na widok publiczny i tysiące dublińczyków - mimo srogiej zimy - przybywało, by pożegnać szanowanego kapłana. W uroczystościach pogrzebowych wzięły udział takie tłumy, że przełożony wspólnoty pasjonistów napisał pod ich wpływem, że "Lud już ogłosił go świętym". Jego grób stał się miejscem pielgrzymek, gdzie ludzie codziennie przychodzili sie modlić. Kiedy w 1949 roku szczątki św. Karola zostały przeniesione do wnętrza Kościoła, wierni zaczęli licznie nawiedzać świątynię.

Houben7

Beatyfikowany został 16 października 1988 przez papieża Jana Pawła II. Co ciekawe, beatyfikacja ta odbyła się dokładnie w dziesiątą rocznicę wyboru innego Karola - Karola Wojtyły na papieża, a tego samego dnia zostali beatyfikowani również: Polak o. Honorat Koźmiński oraz jeszcze jeden pasjonista - o. Bernard M. Silvestrelli.

Karol Houden został kanonizowany 3 czerwca 2007 przez Benedykta XVI. I tu też pojawia się "polski wątek", bo tego samego dnia ogłoszono świętym Szymona z Lipnicy. Cudem, który doprowadził do kanonizacji holenderskiego pasjonisty, było uzdrowienie Adolfa Dormans z Munstergeleen (miejscowości urodzenia św. Karola), który powrócił do życia ze stanu agonalnego po pęknięciu wyrostka robaczkowego z rozległym zapaleniem otrzewnej, czego zgodnym orzeczeniem wielu lekarzy nie da się naukowo wytłumaczyć.

Houben8

Modlitwa:

Ojcze Przedwieczny, Ty wezwałeś św. Karola z Mont Argus, aby niósł Dobrą Nowinę ubogim i leczył tych o złamanym sercu, i otworzyłeś mu oczy, aby zobaczyć obecność ukrzyżowanego Chrystusa w tych, którzy cierpią. Prosimy, daj nam za jego wstawiennictwem doświadczyć Twojej współczującej miłości, z błogosławieństwem Twej mocy uzdrawiania. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Houben5

Z homilii Benedykta XVI wygłoszonej podczas Mszy Św. kanonizacyjnej:

"Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany". Rzeczywiście, postać ks. Karola od św. Andrzeja Houbena, pasjonisty, pokazuje nam, jak owa miłość została rozlana w życiu człowieka całkowicie oddanego duszpasterstwu. W czasie jego wieloletniej posługi kapłańskiej w Anglii i Irlandii, wielu ludzi odwiedzało go i prosiło o mądrą radę, współczującą opiekę i uzdrawiający dotyk. W chorych i cierpiących rozpoznawał oblicze ukrzyżowanego Chrystusa, którego przez całe życie otaczał nabożeństwem. Obficie czerpał z głębokich strumieni wody żywej, która wypłynęła z przebitego boku Ukrzyżowanego, a mocą Ducha Świętego dawał ludziom świadectwo o miłości Ojca. Na pogrzebie tego bardzo lubianego kapłana, nazywanego czule o. Karolem z Góry Argus, jego przełożony zauważył: "Ludzie już teraz uznali go za świętego."

Houben4

Jan Paweł II - "Dziś Pan przedłuża dni ich życia. Homilia z beatyfikacji O. Bernarda M. Silvestrellego, O. Karola Houbena oraz O. Honorata Koźmińskiego", 
16 października 1988 r. - Rzym, Plac Św. Piotra:

1. "Niech nas ogarnie łaska Twoja Panie, według ufności pokładanej w Tobie" (Ps 33 [32], 22).
W dzisiejszą niedzielę, XXIX zwykłą, Kościół modli się w liturgii tymi słowami Psalmisty. Wszyscy odnajdujemy w tych słowach treść naszej własnej modlitwy. Czegóż bardziej może pragnąć człowiek, który pokłada ufność w Bogu, jak tego właśnie daru - tej łaski, która od Boga pochodzi i przenika w ludzkie życie, aby dać mu nowy wymiar. Wymiar zamierzony przez Boga, wymiar zbawczy.
Te same słowa Psalmisty Kościół wkłada w dniu dzisiejszym w usta tych, których życie i czyny pozwalają nam czcić w nich błogosławionych: Bernarda Marię od Jezusa, Karola od św. Andrzeja, Honorata Koźmińskiego z Białej Podlaskiej.

2. Wszyscy oni gotowi byli - podobnie jak Apostołowie - pić kielich, który do dna wypił ich Mistrz. Każdy gotów był służyć, owszem - gotów był stać się"niewolnikiem wszystkich" (por. Mk 10, 44), wpatrując się w Syna Człowieczego, który "nie przyszedł [na świat], aby Mu służono, lecz żeby służyć" (Mk 10, 45). Służąc zaś, oddał "życie swoje na okup za wielu" (por. Mk 10, 45). Ci, których od dzisiaj Kościół czci jako błogosławionych, wpatrywali się wzrokiem wiary w Chrystusa - Męża boleści, tak jak ukazał Go w swym prorockim widzeniu Izajasz na wiele stuleci przed męką: "wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, (...) oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic" (Iz 53, 3).
"Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem" (Iz 53, 10). Oto prawda Wielkiego Piątku. Dołącza się do niej - do prawdy Chrystusowego ukrzyżowania - świt paschalnej niedzieli, bowiem z prawdą ukrzyżowania jest nierozerwalnie związana niezaprzeczalna prawda zmartwychwstania:
"Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo (...). Po udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie" (Iz 53, 10-11).

3. Każdy z tych mężów, których dziś Kościół ogłasza błogosławionymi, żył głęboko pełną treścią tajemnicy paschalnej Chrystusa. Uczył się tej tajemnicy doświadczeniem własnej wiary, własnego serca, rozumu i woli. Czynił ją podstawą i źródłem swej paschalnej posługi, swego świadectwa, każdego dnia "trwając mocno w wyznawaniu wiary" (por. Hbr 4, 14), ażeby móc się przybliżyć "z ufnością do tronu łaski" (tamże, 16).

4. Błogosławiony Bernard Maria Silvestrelli dał świadectwo niezłomnej wiary w trudnym dla Kościoła w Rzymie i pełnym sporów okresie dziejów. Umiał on, pomimo sprzeciwów rodziny oraz oporu środowiska politycznego, poświęcić się Bogu, wybierając życie w zakonie pasjonistów, jako wierny i gorliwy uczeń Ukrzyżowanego i jego Bolesnej Matki.
Kiedy problemy zdrowotne zdawały się stawać na przeszkodzie jego działalności, zaufał łasce i w ten sposób odkrył, że temu, kto wierzy, ona może dopomóc w pokonywaniu wszelkich trudności, bowiem "oczy Pana nad tymi, którzy się Go boją, nad tymi, co ufają Jego łasce, aby ocalił ich życie od śmierci i żywił ich w czasie głodu" (Ps 32 [33], 18-19). Wspieranemu łaską Bernardowi Marii było dane spotkać się i nawiązać przyjaźń z ludźmi głęboko zaangażowanymi, m.in. ze św. Gabrielem od Matki Boskiej Bolesnej, i wraz z nimi postępować na drodze zakonnej doskonałości.
Opatrzność sprawiła, że on sam stał się narzędziem miłosierdzia i łaski, kiedy został wyznaczony do pracy formacyjnej wśród młodzieży zgromadzenia, następnie zaś kiedy przed długie lata kierował zgromadzeniem pasjonistów, broniąc go przed typowymi dla owej epoki pokusami zeświecczenia, przyczyniając się do jego rozwoju i utwierdzając zakonników w trudnym naśladowaniu Chrystusa ukrzyżowanego, "arcykapłana", wzoru i mistrza każdego kapłana "doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu" (Hbr 4, 15).
Nade wszystko zachęcał nowy błogosławiony zakonników do wielkodusznego wytrwania w surowej dyscyplinie ich zgromadzenia, do tego, aby wobec świata byli żywym przypomnieniem Męki Chrystusa. Wszystkich zaś wiernych zachęcał do niezachwianego zaufania Bogu, także w trudnych sytuacjach życia, bowiem Pan zawsze będzie "pomocą" i "tarczą" dla tego, kto Mu zaufał.

5. W ojcu Karolu od świętego Andrzeja - także ze zgromadzenia pasjonistów - znajdujemy uderzający przykład tego, jak moc Boża niesie ludziom pociechę, pojednanie i ulgę poprzez posługę kapłańską Jego wiernych sług. Życie kapłańskie błogosławionego Karola wypełniała bezustanna praca dla innych. Charakteryzowała go pokora i wzorowe poświęcenie, które stanowią o prawdziwej wielkości ucznia. Zgodnie ze słowami Jezusa, który w dzisiejszej Ewangelii mówi swoim uczniom: "Kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich".
Prawdziwa świętość wywiera wpływ na innych, wpływ, który przekracza granice każdego, czysto naturalnego wyjaśnienia. O tej prawdzie świadczą tysiące ludzi, których do Boga przywiodła ta właśnie kapłańska świętość ojca Karola. Moc Bożej łaski w tym jego pasterzowaniu przyniosła mnóstwo duchowych owoców w życiu niezliczonych osób. W służbie Boga pracował on niestrudzenie zarówno w Anglii, jak i w Irlandii. W dublińskim klasztorze pasjonistów na górze Argus zdobył opinię świętości i wielu przychodziło do niego po radę oraz po to, by przystąpić do sakramentu Pokuty. W imię Chrystusa odpuszczał im grzechy i prowadził ich ku lepszemu rozumieniu ewangelicznej misji pojednania.
Od pierwszych dni nowicjatu - w Belgii, u pasjonistów w Ere - prowadził głębokie medytacje nad tajemnicą męki Pańskiej. W rodzinnym kraju, w Holandii, przeżył po raz pierwszy doświadczenie podziału chrześcijan i dostrzegł, że ten brak jedności jest udziałem w cierpieniach Pana. Najbardziej oczywisty tego wyraz zawarty został, według niego, w słowach modlitwy, którą Chrystus skierował do Ojca w przededniu swej męki: "aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty mnie posłał".
Po złożeniu ślubów zakonnych i po ukończeniu studiów teologicznych, błogosławiony Karol został wysłany do Anglii, by pełnić posługę duszpasterską wśród katolików i pracować nad jednością chrześcijan. Pięć lat później skierowano go do Dublina, żeby pomógł tam w tworzeniu nowej fundacji pasjonistów. Właśnie w Dublinie dojrzało w nim przekonanie, że jego powołanie ma się realizować przede wszystkim poprzez dzieło pojednania w sakramencie Pokuty. Niósł więc pociechę i pomoc w duchowych rozterkach, a Bóg ubogacił jego pasterską posługę przez uzdrowienia chorych, którzy przychodzili do niego po błogosławieństwo. Ojciec Karol codziennie uczestniczył w problemach innych. Słowem, wstąpił w ślady Jezusa, który nie przyszedł, "aby mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie na okup za wielu".
Dla duchowych synów świętego Pawła od Krzyża natchnieniem powinien być wspaniały przykład ojca Karola. Jego poświęcenie w niesieniu pojednania przez sakrament Pokuty zachęca wszystkich kapłanów, by podejmowali sprawowanie tego Sakramentu z entuzjazmem płynącym z wiary. W pracy duszpasterskiej jego przykład wspiera ich ufność w moc Bożą. Błogosławiony Karol wzywa wszystkich chrześcijan, aby byli jedno, jednością, o którą Chrystus modlił się podczas Ostatniej Wieczerzy; zaklina ich: "W imię Chrystusa prosimy, pojednajcie się z Bogiem!"

6. Oto ogarnięty łaską Pana błogosławiony Honorat Koźmiński z Białej Podlaskiej, zakonnik oddany wspaniałomyślnie i do końca swemu powołaniu brata mniejszego-kapucyna. Prawdziwy syn duchowy św. Franciszka. Kapłan i apostoł. Wytrwały szafarz sakramentu przebaczenia i pojednania, którego heroiczna wprost posługa w konfesjonale była prawdziwym kierownictwem duchowym. Posiadał głęboki dar odkrywania i ukazywania dróg Bożego powołania. Był człowiekiem wytrwałej modlitwy, zwłaszcza adoracji Najświętszego Sakramentu. Zatopiony w Bogu, był równocześnie otwarty na rzeczywistość ziemską. Naoczny świadek jego życia powiedział, że "chodził zawsze z Bogiem".
Żył, jak wiadomo, w ciężkich czasach. W ciężkich czasach dla Ojczyzny i dla Kościoła. Polska była pod zaborami. W tak zwanym Królestwie Polskim wprowadzono po powstaniu styczniowym stan wojenny. Nastąpiła kasata zakonów. Pozostawiono pewną liczbę klasztorów, których zakonnicy i zakonnice byli praktycznie skazani na wymarcie, gdyż nowicjaty zostały zamknięte. Nad wszystkimi dziedzinami kościelnego życia ciążył terror policyjny. Wtedy to nasz Błogosławiony sformułował zasadę, która stała się natchnieniem dla jego apostolskiej działalności: "życie zakonne jest instytucją Boską, więc ustać nie może, bo bez niego Ewangelia nie byłaby wypełniana, a zatem tylko formę zmienić może i musi" (Wiadomość o nowych zgromadzeniach zakonnych, Kraków 1890, s. 45).
Szukał wybitnych ludzi i dzielił z nimi swoją troskę o losy Ojczyzny, Kościoła i życia zakonnego w Polsce.
Jakże wymowne jest jego zwierzenie: "trzeba bardzo gorące się modlić, Pan Bóg czegoś chce ode mnie (...) coraz częściej zgłaszają się do mnie dusze różnego stanu i wykształcenia, wolne, i proszą o kierunek, o wstąpienie do klasztoru, a nade wszystko mówią mi, abym im pozwolił złożyć ślub czystości. Klasztorów nie ma, dokąd i jak te dusze kierować? Przede wszystkim za granicę odsyłać je nie godzi się, boć to owoc tutejszy, tu powinny zostać, nie godzi się ogołacać tej ziemi z dojrzałego, najpiękniejszego owocu, który ona wydała. Co tu zostanie, gdy usuniemy dusze święte, powołane? Coś Bóg chce, coś Bóg zaradzi... Módlcie się i wy, abyśmy wyprosili światło Boże, aby Bóg objawił, co chce, abyśmy uczynili dla tych dusz" (J. Chodzyńska, Pamiętnik, s. 10-11).
Tak myślał i działał błogosławiony Honorat "ogarnięty łaską Pana" i przynaglany wewnętrzną siłą. Wskazywał drogę do doskonałości, która rodziła się z lektury Ewangelii i kontemplacji. Zachęcał do pozostania w swoim środowisku, do naśladowania życia Jezusa i Maryi w Nazarecie, do praktykowania rad ewangelicznych w ukryciu, bez zewnętrznych oznak. Stał się odnowicielem życia zakonnego i twórcą jego nowej formy na wzór dzisiejszych Instytutów świeckich. Poprzez swoje córki i synów duchowych, starał się odradzać w społeczności ducha gorliwości pierwszych chrześcijan, a docierał przez nich do wszystkich środowisk. Dziś jeszcze siedemnaście zgromadzeń wywodzących się z kręgu jego duchowości działa w dziewiętnastu krajach, na czterech kontynentach. "Kto by między wami chciał być wielkim - mówi Chrystus - niech będzie sługą. A kto by chciał być pierwszym, niech będzie niewolnikiem wszystkich" (Mk 10, 43-44).
A błogosławiony Honorat mawiał: "codziennie od Chrystusa wychodzę, do Chrystusa idę, i do Chrystusa wracam".
Oddał się Chrystusowi, Mądrości Wcielonej, jako Jej niewolnik, według wskazań świętego Ludwika Grignion de Montfort. Powtarzał często totus Tuus. Prosił, by Maryja była dla niego "protektorką, pośredniczką, wspomożycielką, mistrzynią w głoszeniu kazań, doradczynią przy spowiedzi, obronicielką czystości, pocieszycielką, wynagrodzicielką i dziękczycielką".
Kapłan Honorat został doświadczony licznymi cierpieniami fizycznymi i duchowymi. "Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem" (Iz 53, 10).
Gdy otrzymał decyzję Kościoła, która pozbawiała go kierownictwa zgromadzeniami i zmieniała ich charakter, pisał: "sam Zastępca Jezusa Chrystusa wolę Boską nam objawił i spełniam całym sercem to polecenie z najwyższą wiarą... Pamiętajcie, czcigodni bracia i siostry, że wam się nastręcza sposobność okazania heroicznego posłuszeństwa woli świętego Kościoła" (O. Honorat, Listy okólne do Zgromadzeń).
I oto po udrękach swej duszy ujrzał światło i nim się nasycił (por. Iz 53, 11). Dziś odbiera chwałę ołtarzy w Kościele. Pokazuje nam, jak odczytywać "znaki czasu". Jak trwać po Bożemu i działać w naszych trudnych czasach. Uczy, jak w duchu Ewangelii rozwiązywać trudne sprawy i zaradzać ludzkim potrzebom u progu trzeciego tysiąclecia od czasu, gdy -Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu" (por. Mk 10, 45).

7. "Niech nas ogarnie łaska Twoja Boże, według ufności, jaką w Tobie pokładamy".
Dziękujemy dziś Trójcy Przenajświętszej za tę łaskę, która ogarnęła ziemskie życie błogosławionych: Bernarda, Karola, Honorata.
Oto oni położywszy ufność w Bogu samym - jako słudzy Chrystusa - stali się wielkimi w duchu. W dzisiejszym akcie beatyfikacji Pan sam "przedłuża" niejako dni ich życia i pozwala im widzieć "potomstwo" zrodzone z łaski Ducha świętego za sprawą ich posługi.
My zaś tu zgromadzeni, łącząc się z Najświętszą Bogarodzicą, powtarzamy we wspólnocie Świętych obcowania tę samą prośbę Psalmisty, mówiąc: "Niech nas ogarnie Twoja łaska Boże, wedle ufności, jaką w Tobie pokładamy".
Niech ta łaska pomaga nam służyć na wzór Chrystusa, który "nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu" (Mk 10, 45).

L'Osservatore Romano, wydanie polskie, 1988, nr 10-11 (107-108) s. 16-17

Houben6

Poprawiony (niedziela, 30 grudnia 2018 11:58)